sobota, 4 lutego 2012

Pled jak dla włóczykija...

tak jakoś niechcący mi wyszedł... to chyba przez ten kolor lnu - natualny niebarwiony i jeszcze te frędzle z gruba krojone. Taki chyba jakby męski, włóczęgowski. Żeby ten efekt trochę złagodzić przepikowany jest guzikami-kwiatkami. Zafundowałam mu też meteczkę. Chyba mało czytelna - tak orzekła rodzina, a mnie się podoba...












Ta cebula to nie przypadkowo przewijała się  w dzisiejszych zdjęciach, po całym mroźnym tygodniu miałam wielką ochotę na jakąś pyszną zupkę - padło na cebulową. Wszyscy ją znają doskonale.
Mam nadzieję, że to już ostatnie dni z tak niską temperaturą, mam dosyć skrobania szyb samochodowych. Już chyba wolę odśnieżanie :D


Kochani bardzo się cieszę z Waszych odwiedzin. Nie sądziłam, że już przy pierwszym wpisie ktoś tu zajrzy. Ale po kilkuletnim buszowaniu po moich ulubionych blogach można było przewidzieć, że na kogo jak na kogo ale na Was można liczyć.
Życzę miłej i niemroźnej niedzieli:)


22 komentarze:

  1. mniam :) zupa cebulowa , jest przed północą a ja zrobiłam się głodna :))
    Pled jest świetny - kocham len :)
    buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten lniany pled jest piękny! Do tego te kwiatuszki. Zachwycam się lnem, którego używasz. Gdzie go kupujesz? Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, jaki pled:) zaraz go zabieram:) a na zupkę z przyjemnością się wpraszam!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam Kochani w niedzielne południe, Artambrozję o północy:)
    Mróz nadal mocno trzymać i jak tu w wolny dzień pójść na spacer, brrr...
    Dzięki za bardzo motywujące mnie słowa na tema pledu, skrzydła mi rosną a w głowie masa pomysłów na nowe projekty.
    Motylku,
    z lnem to jest spory kłopot przynajmniej w Lublinie, ja używam tylko tego polskiego, bo na rynku roi się od wschodnich podróbek, które są z domieszkami i bardzo złej jakości. Ja zaopatruję się u zaprzyjaźnionego producenta, który robi mi przysługę i sprzedje czasami jak chcę wziąć większą ilość - kilkanaście metrów , bo normalnie to sprzedaje całymi belami po 40m.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobnie jak i Ty uwielbiam lny szczególnie te surowe z wszelkimi niedoskonałościami, zgnieceniami i specyficznym zapachem !!!
    Ciężko teraz o taki len a Ty jak widzę tworzysz z niego cudowności. Dlatego będę wpadała:)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  6. witam serdecznie :)
    nie mogłam nic nie napisać ;) cuda robisz z lnu - pled z poprzedniego posta jest prześliczny :)
    pozdrawiam serdecznie
    Gosia

    ps. na mnie też dziwnie patrzy moja rodzinka kiedy sama do siebie uśmiecham się przed komputerem czytając komentarze :D - ale co zrobić kiedy to ogromnie miłe i motywujące :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale masz fajne znajomosci :) ale takie warto miec i pielegnowac :)Ja len kupuje tylko podczas wyjazdow.Piekny pled!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Brydzia, zapraszam gorąco kolejną miłośniczkę lnu - ja mogłabym nawet bieliznę mieć lnianą (chyba takie pantalony:))) Ale mam kilka tuniczek-koszul, które noszę na okrągło.

    Gosia,
    jak się tak uśmiecham to moje dzieci: mamo, mamo co tam masz pokaż co ci panie napisały..

    Bree,
    fajnie, że mogę kupować ten len, ale też nie mam do tych zanajomych tak blisko - 80km, więc też na wyjazdach. Dziękuję za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja słyszałam z kolei, że we Lwowie można świetny len kupić dużo taniej. Wiesz coś o tym? Myślalam, by w wakacje w tamtą stronę ruszyć i przy okazji coś ze lnu kupić. Pozdr :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale piekny ten worek! I te frendzle! :)
    Zupe cebulowa bardzo lubie i zdecydowanie za malo zup jadam! Musze to zmienic w te zimne dni. :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Dagi

    OdpowiedzUsuń
  11. Aj! Zobaczylam teraz ten pled z poprzedniego posta. Jak zrobilas te superowe KULKI??? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Motylku,
    niestety nic nie słyszałam, ale może wybirę się w tym roku do Lwowa, to sprawdzę - w końcu mam niedaleko :D

    Dagi,
    robiłaś w dzieciństwie lalki z gałganków, robi się podobnie jak główki, tylko trzeba solidnie i równo zaciskać nitkę - po setce palce przestają boleć :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzieki! :))) Wyobrazam sobie. Czyli w srodku sa po prostu resztki materialow. Genialne! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dagi,
    no troszkę unowocześniłam, do środka daję ciętą ocieplinę, bo ze ścinkami u mnie krucho, lny wykorzystuję w całości:) ale gospodarna:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj !Piękne pledy , widać ,że lubisz wyzwania i to na dodatek pracochłonne . Bardzo przypadły mi do gustu ,jak widzę nie tylko mi.
    Z przyjemnością będę do Ciebie zaglądać.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ita,
    jak się cieszę, że zajrzałaś. Twój blog jest dla wielu tam zaglądających kopalnią inspiracji. Tym bardziej Twoja wizyta sprawiła mi radość.
    Zapraszam, rozgość się :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepiękne pledy, powiało świeżością na blogach, dzięki Tobie. Własne autorskie pomysły zawsze mile widziane. Zakochałam się w Twoich pracach!

    OdpowiedzUsuń
  18. IIooka,
    jak fajnie, że jesteś. Nawet nie wiesz jak mi dłonie drżały przy pisaniu postów, w głowie pytania: po co ja to robię, nikt tu nie zajrzy a poza tym z czym do ludzi. A tu proszę już tyle odwiedzin i same miłe słowa. Skrzydła mi rosną. Ach...

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam :) przepiękny pled i to w mojej ulubionej "wnętrzowej" kolorystyce. Te kuleczki na końcu - miodzio. Po prostu idealnie trafił w moje gusta. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. piękne rzeczy tworzysz!
    będę do Ciebie zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. ja tez chce Cie pochwalic,tez chce!!!!piekne,cudne i przefajne to wszystko....nie myslalas,zeby szyc cos na sprzedaz???

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...